znak V Noc Krawculi



Data:
2005-09-2/3
Dystans:
40 km
Trasa:
Żabnica-Skałka - Słowianka - Przełęcz Pawlusia - Rysianka - Trzy Kopce - Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu - Glinka - Soblówka - Bacówka PTTK na Rycerzowej - Przełęcz Kotarz - Soblówka.
Uczestnicy:
Dorota Chmielnicka, Krzysztof Chmielnicki, Wiesław Chmielnicki, Dominik Dziasek, Jakub Górny, Arkadiusz Jopert, Michał Matuszewski, Barbara Pytko, Szymon Rochowiak, Grzegorz Szczepaniak, Łukasz Wawro, Bartłomiej Żak.

Relacja:

Nastają pewnego dnia (i nocy) takie chwile, dłuższe i krótsze, gdzie zanikają wszelkie rozmowy. Gdzie człowiek wpatrzony w wąski horyzont, ograniczony jedynie możliwościami czołówki czy latarki, myśli tylko by bezpiecznie postawić kolejny krok do przodu. By kamień pod stopą okazał się stabilny, by nie usunął się spod nogi i nie spowodował jej zachwiania, a co za tym idzie i wyprowadzenia z równowagi całego ciała.

Nastają takie momenty, w których człowiek myśli tylko o ciepłej herbacie, łóżku i śnie. I wtedy właśnie uświadamia sobie, że jest daleko od domu, że bliższe są mu górskie kamienie, woda płynąca między nimi, gwiazdy, które tylko pośród prześwitu między drzewami wydają się bliższe niż nigdzie indziej, a na hali, gdy miliony ich nad głowami, zadziera się głowę do góry, i gdzie by nie spojrzeć, każda z nich zerka w twą stronę by dodać ci otuchy na dalszą wędrówkę.

I taką wędrówką była V Noc Krawculi. Pełna miłych wrażeń, przepięknych nocnych panoram na rozświetlone miasta, wioski jak i daleko skryte przed światem pojedyncze domy na stokach gór. Daleko wypatrywaliśmy tych miejsc, gdzie w dzień gromadzą się tłumy ludzi. Barania Góra, Skrzyczne, Żar... i wiele innych. Lecz tym razem nikogo tam nie było, tylko my - samotni wędrowcy kroczyliśmy dumnie beskidzkim traktem, który jak nigdy był dla nas bardzo hojny. Tyleż miejsc nam niebezpiecznych oszczędził, co każdy postawiony krok. I tyleż radości wniósł, ile wdechów miał każdy z nas, bo wraz z nimi, czerpaliśmy głębie tej nocy, tej wędrówki, tych gór.

A droga do celu nie była łatwa. Hmm, a może łatwa? Ale na pewno nie krótka :). Pora więc na opowieść, w której udział bierze 12 aktorów, pies i niewysłowiona sceneria Beskidu Żywieckiego, oferującego o każdej porze dnia i nocy przemożną ilość wrażeń: zachwytów i uniesień oraz radości i dumy.

Wszystko to swój początek miało 2 września 2005 roku o godz. 19 w Żabnicy-Skałce. Tam bowiem zaczynała się V Noc Krawculi. Na miejsce stawiło się 12 jej uczestników, a zaraz na początku marszu dołączył do nas pies, który ni stąd ni zowąd dzielnie przeszedł z nami całą, ponad 40-sto kilometrową trasę tej edycji Nocy Krawculi.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Naszą przygodę zaczęliśmy podążając czarnym szlakiem w kierunku Stacji Turystycznej "Słowianka". Jak to zawsze bywa, pierwsze podejścia kosztują zawsze wiele potu, a co poniektórzy mieli z tym szlakiem pewne porachunki, więc dzielnie pokonaliśmy ten odcinek i po 40 minutach byliśmy już na górze.

Pierwszy postój postanowiliśmy zrobić na Suchym Groniu, ponieważ ostatnio troszkę niemiło zostaliśmy potraktowani Słowiance. Zresztą w drodze rozmów między uczestnikami V Nocy Krawculi, jak się okazało, nie tylko my doświadczyliśmy tam jakiejś antypatii w stosunku do turystów w przeszłości.

Czas już był późny, bo zachodzące słońce pozostawiło po sobie na niebie jedynie paletę barw właściwą temu zjawisku - tym razem wyjątkowej urody, gdyż pogoda tej nocy była wyśmienita, a temperatura niska.

Posileni fizycznie i duchowo (spektaklem po zachodzie słońca), uzbrojeni już w czołówki, o 20.20 wyruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku schroniska na Hali Rysianka. Ja i Grzegorz pokonywaliśmy ten odcinek szlaku tylko w tym roku już trzeci raz, i to trzeci raz w nocy, także jego znajomość była dla nas bardziej niż dobra. I właśnie ta pamięć o charakterystycznych miejscach cały czas nas "gnębiła", bo wiedzieliśmy dokładnie gdzie jesteśmy i ile jeszcze przed nami. Ale z drugiej strony mieliśmy dobry punkt odniesienia co do tempa naszej wędrówki. Bowiem jak się okazało, kolejne charakterystyczne punkty na tym szlaku następują po sobie w tempie, rzekłbym, szybkim! Jeden odpoczynek - żleb z potokiem i skręt szlaku prawo. Drugi punkt - łańcuchy. Trzeci - Hala Wieprzska. A tam: cudowny widok na dolinę Soły i przeciwległy Beskid Śląski, nad głowami miliony gwiazd i Droga Mleczna, która "wyznaczała" nam kierunek marszu.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Teraz już czekało nas ostatnie większe podejście, i po 25 minutach doszliśmy do Hali Pawlusiej. Nie sposób było oprzeć się charakterystycznym dla nocy widokom (tak, tak - kto tego nie doświadczył, ten niech uwierzy na słowo) i idąc w kierunku schroniska przez Przełęcz Pawlusią, na lewo i prawo roztaczały się wspomniane panoramy.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Do schroniska doszliśmy o 22. Według przygotowanego wcześniej planu czasowego, powinniśmy tu być pół godziny później, a tu taka niespodzianka :). Jako że godzina była późna, bufet był już zamknięty. Jednak jadalnię zastaliśmy otwartą, wobec tego ulokowaliśmy się tam i godzinkę spędziliśmy na przyjemnościach: jedzeniu, rozmowach i odpoczywaniu. Przy okazji zerknąłem na termometr za oknem: 5 st. C - nieźle! - dobrze że podczas wędrówki nie odczuwa się tak bardzo niskiej temperatury.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Z Rysianki schodzenie zaczęliśmy o 23, a Trzy Kopce już po 40 minutach były pod naszymi stopami. Krótki odpoczynek, chwilka czasu i w ruch poszło pisanie SMS-ów, co by naszym znajomym noc milej upłynęła. Wszak była północ :). Kilka minut póżniej już szliśmy żółtym szlakiem do bacówki na Krawcowym Wierchu. Ten odcinek trasy był najbardziej mokry, śliski i ogólnie sporo błota nam przybyło na butach. Humory i dobre tempo dalej dopisywały, krótkie odpoczynki nieco regenerowały i tym samym po drugiej byliśmy już na Hali Krawcula. A tam, jak wiadomo - jak w domu :). Dzięki Gosi i Szymonowi, mogliśmy cieszyć się ciepłą herbatką, pyszną zupką ogórkową i innym dobrami z bufetu. Oboje przysiedli się potem do nas. Miło rozmawialiśmy sobie o naszej nocnej wędrówce, ale głównie o błahych sprawach. Czas w bacówce upływał nam niebywale radośnie, i nawet się nie zorientowaliśmy, jak upłynęło 1,5 godziny pobytu w schronisku. Gospodarze oczywiście proponowali nam pozostanie na nocleg, co przyznam - było kuszące, ale tym razem naszym celem była dalsza wędrówka, toteż wewnętrznie umotywowani, o 4 zaczęliśmy schodzenie do Glinki.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Dalsza część żółtego szlaku również była błotnista, czego po ładnych paru dniach dobrej pogody nie powinniśmy raczej spotkać. Nas to nie zrażało, ponieważ po przejściu wcześniejszego odcinka wiedzieliśmy już jak sprawnie pokonywać tego typu przeszkody, i tym samym kolejne metry szlaku szybko zostawialiśy za sobą.

Glinka przywitała nas ludźmi, którzy pomimo wczesnej pory zaczynali swą podróż do pracy. Nawzajem spoglądaliśmy na siebie z pewnym zdziwieniem, ale to chyba my byliśmy tymi "dziwniejszymi", bo kto w nocy chodzi po górach? :).

Dotknięcie asfaltu wprowadziło nas w jakimś marazm, bo każdego ogarnęło znużenie, a jednego uczestnika naszła nawet myśl o zakończeniu wędrówki, ale organizatorzy (w sumie nie specjalnie się trudząc), przekonali go do dalszego marszu.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Po kilkunastominutowym odpoczynku V Noc Krawculi wypadało kontynuować. W czasie przejścia do Soblówki, na grzbiecie przed Smerekiem Wielkim, przywitało nas słońce. Oj, długo na nie czekaliśmy, by móc się znów ogrzać w jego promieniach. Soblówka to znów asfalt, ale i pierwszy otwarty sklep spożywczy. Skrzętnie wykorzystaliśmy ten fakt i wykupiliśmy np. wszystkie eklery :), poza oczywiście innymi dobrami, o których się marzy w czasie nocnej wędrówki. Zaspokoiwszy te zachcianki ruszyliśmy dalej.

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Czekało nas teraz decydujące, ostatnie już podejście - przed nami Rycerzowa. Słońce, pomimo wczesnej pory, dnia dawało o sobie znać, i już na początku podejścia większość z nas szła w koszulkach z krótkim rękawkiem. Po drodze zaczęliśmy zbierać grzybki i na Rycerzową weszliśmy z dużą reklamówką grzybów. No właśnie - weszliśmy! Dokładnie o 9 rano stanęliśmy na hali, gdzie znajduje się schronisko. Ponownie naszym oczom ukazały się wspaniałe beskidzkie panoramy, tyle że tym razem widziane w tradycyjnych okolicznościach. Przy bacówce nastąpiło wielkie suszenie butów (mokrych raczej od wewnątrz niż z zewnątrz ;) ) i koszulek. Do tego co poniektórzy raczyli się złotym napojem z chlebem ze smalcem - specjałem schroniska. Tak to na odpoczywaniu, napawaniu się widokami i wspólnych rozmowach upłynęło nam 1,5 godziny.

I teoretycznie w bacówce na Rycerzowej powinno być zakończenie V Nocy Krawculi, ale że dobrze nam się razem chodziło przez całą noc, to i zejście zaplanowaliśmy razem. Zielonym szlakiem poszliśmy na Przełęcz Kotarz i dalej niebieskim do Soblówki. Po drodze oczywiście grzybków przybywało i jako że wspólnie je zbieraliśmy, chodziły słuchy, że kolejna Noc Krawculi rozpocznie się od pysznej zupki grzybowej :).

Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć Kliknij  aby  powiększyć

Do Soblówki zeszliśmy po 12-tej, by zdąrzyć na autobus w kierunku Żywca. Tu więc też nastąpiło "oficjalne" zakończenie V Nocy Krawculi. 12 osób (+ pies) przeszło ponad 40 km - 18 godzin nocnej przygody! Jakże dumni byliśmy z siebie, że udało nam się przebyć tak wspaniałą wędrówkę w tak miłym gronie osób. Dla mnie i Grześka był także dodatkowy powód do radości - po raz pierwszy w historii organizowania Nocy Krawculi, wszystkim uczestnikom udało się przejść całą zaplanowaną trasę.

Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim Uczestnikom V Nocy Krawculi za wspólną "wycieczkę" szlakami Beskidu Żywieckiego. Mam nadzieje, że jeszcze nie raz będzie nam dane spotkać się na nich, a kolejna Noc Krawculi będzie na Was czekać już na przełomie czerwca i lipca - zapraszamy!

Tekst: Szymon Rochowiak     
Zdjęcia: Grzegorz Szczepaniak
3253
Do góry
WebDesign & Copyright © 2006-2011 by Szymon Rochowiak